To, że podobają nam się te same rzeczy (no może poza niezrozumiałym dla mnie, jej uwielbieniem dla cętkowanych chust) jakoś specjalnie mnie nie dziwi. To, że potrafimy przez półtorej godziny gadać przez telefon zaraz po tym jak wsadzi mnie do pociągu też już nie. Tak samo już czymś naturalnym dla mnie jest nasza niedzielna gastrofaza kiedy jesteśmy razem, i która działa tylko wtedy gdy to właśnie z nią tę niedzielę spędzam (nie wiem, może jakiś kanibalizm uwsteczniony - chce nam się jeść kiedy siebie widzimy ahahaha).
Po drodze zdarzały nam się podobne w tematyce scrapy, ale to co wydarzyło się podczas 14 edycji MAsochistek rozłożyło nas kompletnie ;p
Gunia zaproponowała
"capuche" Palomy. I nie ma to tamto. Nawet zdjęcia w tej samej kombinacji umieściłyśmy. Nasze zdjęcia ofkors ;p Poniżej moja kapucha, a jej scrapiszcze o
tutaj <---
Zaraz po tym, ponownie się ze sobą nie konsultując, był
dzień focenia aparatów.
Ale przysłowiowa koparka opadła mi kiedy to chwilę później dostałam od niej w prezencie te same stemple, które i ja dla niej kupiłam :))
Czy mnie coś jeszcze zdziwi? Chyba już niewiele ;p Może my za dużo czasu razem spędzamy, co? eeeeee, nie :)
L O W E W I O S K O ♥♥♥